W piątek, 26 maja inżynierowie i technicy z Koła SITPChem działającego
przy Energetyce Dwory spotkali się na boisku LKS Zaborzanka, by
rozegrać zawody piłkarskie. Tradycyjnie obie drużyny stworzyły
niezapomniane widowisko, a niekonwencjonalne zagrania i bajeczna
technika zawodników sprawiły, iż mecz tylko nieznacznie ustępował
niedawnemu finałowi Ligi Mistrzów. Chrzęst wystawianych na ciężką próbę
kości, głuchy łomot upadających bezwładnie ciał, rany cięte, tłuczone i
szarpane, a także napuchnięte kostki i kolana to typowy obrazek tego
pojedynku. I tylko świst przelatującej z zawrotną prędkością piłki
przypominał licznie zgromadzonej widowni, że oglądają mecz piłkarski, a
nie hokejowy.
Spotkanie było bardzo wyrównane. W pierwszej połowie mimo falowych
ataków z jednej i z drugiej strony, żadnej z drużyn nie udało się
pokonać bezbłędnie interweniujących bramkarzy i na tablicy świetlnej
widniał wynik 0:0. W drugiej odsłonie zarysowała się lekka przewaga
drużyny inżynierów. Jedna ze składnie przeprowadzonych akcji przyniosła
w końcu efekt. Kol. Paweł Stuglik otrzymał znakomite podanie z prawego
skrzydła i sobie tylko znanym sposobem umieścił piłkę w bramce
przeciwników. Teraz technicy ruszyli do skomasowanych ataków, lecz brak
skuteczności przy wykańczaniu przeprowadzanych z dużym polotem akcji
uniemożliwiał zdobycie gola. Inżynierowie wzmocnili szyki obronne i
skupili się tylko na kontratakach. Dosłownie na kilkanaście sekund
przed końcem meczu cały stadion zamarł po fenomenalnym strzale kol.
Marka Pikuły. Niestety piłka odbiła się od słupka i zamiast wpaść do
bramki wróciła na jej przedpole. Chyba razem z kibicami zamarła również
drużyna techników, gdyż inżynierowie bez trudu przedostali się na pole
karne rywala i równo z gwizdkiem sędziego na listę strzelców wpisał się
tym razem kol. Tomasz Kapcia. Tym samym Inżynierowie pokonali Techników
2:0.
Bezpośrednio po meczu obie drużyny a także spora grupa kibiców spotkali
się przy ognisku, gdzie na gorąco można było się podzielić wrażeniami z
meczu i nie tylko... Okazało się, że pieczenie kiełbasy nie jest łatwą
sztuką, gdy długość rusztu nie jest proporcjonalna do wielkości
ogniska. Przygotowanie posiłku można było okupić przypaleniem mankietu,
bądź utratą grzywki i rzęs. W miarę zwiększania stopnia nawadniania
wyeksploatowanych organizmów dyskusje stawały się coraz bardziej
konstruktywne, a i gama tematyczna rosła w zawrotnym tempie. Od ogniska
nie odszedł nikt, kto nie uzupełnił wypoconych płynów fizjologicznych i
utraconych na boisku kilogramów. Gorące dysputy i rozbrzmiewający tu i
ówdzie śpiew trwały do późnych godzin nocnych i zakończyły się wspólnym
wnioskiem - rewanż za rok!
Składy poszczególnych drużyn:
drużyna techników: Ireneusz Góralczyk, Ludwik Matyja, Marek
Pikuła, Krzysztof Józefowski, Grzegorz Saratowicz, Artur Przybyła,
Wiesław Szymeczko, Marcin Gorczyca;
drużyna inżynierów: Sławomir Szymeczko, Roman Różycki,
Marek Brandys, Andrzej Chmura, Tomasz Kapcia, Paweł Stuglik, Bogusław
Brandys, Ryszard Pikul, Mariusz Sanak.